Powietrza syk już słyszę, co wkrótce przemieni W serca zryw niecierpliwość, z którą tutaj stoję. Bilet właściwy ściskam w lewej znów kieszeni, Czekam aż się przeszklone rozewrą podwoje.
No i stało się w końcu! Nawet ostrzegali Że przesadzam, do ciasta sypiąc gwiazd bez liku. Nie dość, że dobry kosmos całkiem mi się spalił, Po raz pierwszy złamałem ząb na naleśniku.
Z drzew wiadomych zrywane, w swojej bezbarwności, Przepięknie ubogacić raczyły oleje, By każdego z mych słabo istniejących gości Uraczyć podporankiem, co serca rozgrzeje.
Skarg, które mi Półczłowiek, z nagła odepchnięty Przed wiekiem od matczynej piersi, wciąż zanosi, Strugi skrzętnie kieruję tam, gdzie wciąż odmęty Mleka Jej się skupiają wokół Świata osi.